poniedziałek, 25 marca 2013

I wylała się...

...pomarańczowa farba na Pandę. Podniosła więc niezdara łapki by je umyć, ale nie wiedzieć czemu ten kolor zaczął się jej podobać. Wzruszyła więc ramionami i usiadła spokojnie na gałęzi lepiąc się jeszcze od farbowej mazi.


" Więc chodź, pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko"- śpiewali w 2+1. Jednak w moim przypadku do różowości mojego świat dołączył teraz kolor pomarańczowy. Czas więc na pomarańczową rewolucję~! Nie, nie tą historyczną na Ukrainie z 2004 roku (chociaż zastanawia mnie, czy ktokolwiek oprócz mnie o niej pomyślał w tym momencie... ech, ja i moje studia~). Dziś oficjalnie mnie zaliczyli do Shinhwa ChangJo ^^ Mnie i Dziobaki więc zaczynajcie się bać! Od teraz jesteśmy przedstawicielami Polski w tym fandomie XD
No tak, mądra głowa, która myśli tylko okazjonalnie zapomniała, że nie wszyscy mogą wiedzieć o co chodzi~ Ech... nie komentujcie tego, błagam...
Zacznijmy więc tą pasjonującą opowieść po debilizmie i nauce wymuszania pier... zresztą nieważne~
15 lat temu szefowie koreańskiej agencji do produkcji idolii pozwoliła wyjść na światło dzienne pewnym 6 Debilom. Jednak by ukryć ich "inteligencję" przyodziano ich w nazwę Shinhwa i przyodziano w pomarańczowy płaszcz fanowski zwany Shinhwa ChangJo. Ale jak to bywa, swojej prawdziwej natury nie da się ukryć i 14 lat później dwie panie na drugim krańcu świata, gdzie pomarańczowe słońce świeciło jeszcze słabym światłem odkryły ich debilowatość. Zabrały więc łańcuchy, którymi była przymocowana lodówka jednej z nich przed jej żarłocznymi braćmi i przyciągnęły to pomarańczowe słońce, przez co kilka osób zostało przez nie porażone. Czas mijał, pomarańczowe żniwa zaczęły dawać swój plon i tak doszliśmy do 23 marce 2013 roku, do godziny 16, która oznaczała, że w Korei jest już 24 marca czyli... 15 rocznica zespołu Shinhwa :D Jednym słowem: ŚWIĘTUJEMY od soboty ^^

A tak serio to najpierw świętowaliśmy to tak:
Podczas imprezy z muzyką azjatycką Nemezis we Wrocławiu, nic nie spodziewający się ludzie bawili się przy dźwiękach swojej ulubionej muzyki. Nagle jakiś tłumek pomarańczowych ludzi wchodzi na parkiet i zaczyna śpiewać "Sto lat" do... teledysku o.O Tak... nie ma to jak bawić się w dzień rocznicy na takiej imprezie, przy takiej muzyce XD
Po czym grzecznie dzieci wróciły do swojego stolika ^^ Myślicie, że to koniec? Hm... Imprezy tak, ale... Cytując:
mira: Aż zachciało mi się torta~ Dziobak, idziemy świętować ich urodziny? Idziemy na tort? Serio pytam :D
Dziobaki:  Ja zaraz idę do małych chin na obiad :P
mira: Zgłodniałam~ No to po obiedzie musi być deser! Urodzinowy obiad i deser XD Jak nic, pasuje :D
Dziobaki: Ciężko się nie zgodzić XD
I podreptały dwie istotki na obiad, kupiły tort, zaatakowały Hacjente Yae i...
...a które to zdjęcie dziś się pojawiło na stronie, na facebooku Shinhwa ChangJo jako jedyne zdjęcie spoza Azji, podpisane: Polish Shinhwa ChangJo XD
Oczywiście nadal dla nas jest zagadką jak ono się tam znalazło, ale pal to licho :D Przyszłam się tym pochwalić bom jest chwalipięta :D Zadanie wykonane, a ja Was moim Najdrożsi zastawiam z taką 6 Debili :D


środa, 13 marca 2013

Leży Panda na brzuchu i...

...puka się ołówkiem w czoło. Co ona może napisać o sobie... Myśli... myśli.... aż z tego myślenia wypuściła kubek z herbatą. Chyba zacznę od herbaty...


Zostałam otagowana w The Versatile Blogger - od Leesh, za który bardzo dziękuję ^^



A oto zasady:
  
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu 
- pokazać nagrodę "Versatile Blogger Award" u siebie na blogu 
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
- nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.


7 faktów o mnie?  No dobra, skoro miałam zacząć od herbaty:

1. Dwa dni dla mnie bez herbaty to udręka jakbym była na jakimś odwyku. Od dziecka piję codziennie herbatę, jest dla mnie takim samym uzależnieniem jak dla kawosza kawa... A właśnie... czy mnie w takim razie można nazwać herboszem? 

2. Jestem uczulona na truskawki, które notabene są jednym z moich ulubionych owoców... Wiecie jakie ja katusze przeżywam, gdy przechodzę przez targ w czasie sezonu na truskawki? Nie mówiąc już o tym, że od 13 roku życie pracuję sezonowo przy zbieraniu truskawek... przynajmniej ich nie podjadam, nie?

3. Jestem uczulona na słońce. Tak, można być na to uczulonym. Dlatego też w lecie przeważnie przesypiam cały dzień i zaczynam funkcjonować dopiero wieczorem. 

4. W dzieciństwie moim największym idolem był porucznik Columbo. Oglądałam z tatą wszystkie odcinki i w tamtym roku przeżywałam załamanie jak umarł aktor, który go grał.

5. W domu mam 3 koty, które są dziećmi mojej zmarłej już kotki, Lolity, jednego psa, który się do nas przybłąkał i królika, który jako najstarszy z tego towarzystwa ma wszystkich gdzieś :P

6. Mój drugi kierunek, czyli etnologię i antropologię kulturową studiuję przez przypadek :P Gdy miałam wybrać dla siebie drugi kierunek, to akurat leciał mi Grzegorz z Ciechowa- "Piejo kury, piejo", że przypomniałam sobie o rozmowie z jednym studentem etno i zaznaczyłam pod wpływem chwili, etnologię. Nie żałuję, ponieważ kocham swoje studia i nie wyobrażam sobie studiować teraz co innego. Stały sie moją pasją, którą chcę w przyszłości kontynuować. 

7. Skoro o piciu zaczęliśmy to o piciu skończymy: nie lubię pić kawy, ale za to uwielbiam zapach kawy. I chociaż powoli przyzwyczajam się do picie kawy to nadal ten smak mnie nie zachwyca, wolę zapach. A swoją pierwszą kawę wypiłam jak skończyłam 18 lat ponieważ mama nie pozwalałam nam pić kawy przed 18,  a ja się tego zakazu trzymałam. Jakoś nie żałuję bo mimo wszystko nie przepadam za kawą.

No to jest 7 faktów o mnie :P A te blogi, które chciałabym nominować już nominację dostały od innych (lub mnie nominowały :P ) więc nie będę im zawracać głowy :P 

No to tak na koniec:


sobota, 9 marca 2013

Gdy za oknem już świta...

...Panda spogląda na tych wszystkich ludzi, którzy sennie przewracają się na drugi bok. 
- No tak- myśli- nie ma to jak kop weny o 6 rano- i wraca do pisania. 



Siedzę właśnie przed kompem i piszę, a ludzi w tej samej sali... śpią XD Czyli witam na konwencie LOVE we Wrocławiu. Ech, nie ma to jak branie sobie paneli w nocy. No, ale nie narzekam, lubię noc, lepiej mi się wtedy myśli. Właśnie skończyłam nocny pokaz teledysków i dokładnie za 30 minut zaczynam... muzyczną pobudkę ^^ Kiedy będę spać? Pewnie jak wrócę do akademika. Tak jakoś nauczyłam się od Jaśka, że na konwentach się nie śpi. To ciekawe obserwować na konwentach jak "życie konwentowe" powoli zasypia, jak resztki nocnych marków starają się nie dopuścić do siebie Morferusza by już za moment widzieć jak wszystko się znów budzi do tego całego "fandomowego" zgiełku. Nie, nie będę dziś opisywać konwentu ponieważ się jeszcze dla mnie nie skończył :P Tak po prostu naszło mnie na pisanie. 
W sumie to dla mnie mogłoby być na odwrót- w dzień powinno się spać, a w nocy funkcjonować. Naprawdę. Mi osobiście o wiele lepiej śpi się w dzień niż w nocy. Może to dlatego, że słońce działa na mnie usypiająco? W ogóle, słońce może działaś usypiająco? Trzeba będzie zapytać :P
No dobra, Jasiek w końcu się znalazł więc czas schodzić z neta. 
Dzień dobry. A moim śpiochom będę śpiewać za 10 minut. 

środa, 13 lutego 2013

I spadło z wielkim...

...hukiem z drzewa. Panda otrzepała się z kurzu i spojrzała na załamaną gałąź. 
Tak, wiedziałam by nie odkładać wszystkiego na później - pomyślałam i wdrapała się na swój domek. 
Spojrzała jeszcze raz na złamaną gałąź z zaległościami i westchnęła tylko. Chyba czas się kopnąć do roboty~ 


Odkładanie rzeczy na później powinno być karane grzywną! Przynajmniej w moim wypadku. Moja systematyczność uciekła wraz z liceum. Od kilku lat staram się ją jakoś złapać znowu, ale... sprytne to takie i ciągle mi ucieka. Oczywiście czasem skradnie się na chwilę na obiad i jakoś udaje mi się część zaległości nadrobić, ale coś ostatnio chyba kiepsko gotuję bo coraz rzadziej się to zdarza. A tyle się wydarzyło w pandowym życiu~~ Czeka mnie przecież druga część moich żywieckich przygód do napisania i mój wyjazd do Zakopanego oraz praktyki pod Opolem koło elektrowni atomowej, a także konwentu Baka we Wrocku gdzie organizacja... przemilczę to na razie. Nie wspomnę już o kilku spostrzeżeniach, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Chociaż w sumie... skoro już i tak piszę :P 
Zauważyłam, że przy panach (no nie przy wszystkich, ale przy sporej ich części) lepiej być ładną. No wiem, że spostrzeżenie nie jest jakieś odkrywcze, ale ostatnio doświadczyłam jego skutków w postaci siniaka na nodze. Już tłumaczę.
W poprzedni weekend postanowiłam pojechać do domu. A wierzcie mi, że w moim przypadku to jest wyjątkowe postanowienie bo ja się tam pojawiam raz na miesiąc (za dużo mam na głowie, zdecydowanie~). Spakowałam się więc ładnie co poskutkowało tachaniem torby z ciuchami, ogromnego plecaka z książkami, torbą na damskie banialuki i futerał z laptopem. I tak opatulona rzeczami, które dziecko musiało zawieźć do domu gdyż przeprowadziło się w akademiku z 7 piętra na 3 (musiałam opuścić swój cudny pokój przez trzy nieogarnięte dziewuchy z 1 roku~ jeśli taka jest przyszłość naszego narodu to radzę coś z tym zrobić, serio) ruszyłam na przystanek, skąd autobus nr 145 miał mnie zawieźć w kierunku pomarańczowego (lub Shinhwowego jak kto woli) dworca głównego. Nie wiem jak jest u innych, ale u nas jest w autobusach kilka takich wnęk gdzie można postawić bagaż by nie przeszkadzał innym przechodzącym. Na moje nieszczęście właśnie w tym miejscu stał pewien pan... no dobra chłopak gdzieś tak w moim wieku, może młodszy. Ja z tymi tabołami, a on tylko spojrzał, odwrócił wzrok i nic, żadnej reakcji. Co jak co, ja się szybko nie poddaję. Podchodzę bliżej by zobaczył co ja tacham (głupia jeszcze miałam nadzieję, że po prostu nie zauważył), ale on nic. Ja jestem niewinne i nieśmiałe dziecko, nie narzucam się ludziom. Ległam więc z rzeczami gdzieś w przejściu obok (w którym to co chwilę musiałam przestawiać torbę bo ludziom przeszkadzała). I wtedy to się stało. Na następnym przystanku wsiadła ona- blondynka z długimi po szyję nogami notabene w kozakach na takim obcasie, że ja bym już się dawno w nich zabiła (no dobra, przyznaję się, ja bym się zabiła w prawie każdym obcasie.. ale się kiedyś nauczę w nich chodzić, zobaczycie!) i taką małą walizeczką na kółkach. To nawet nie była średnia walizka, taka z tych mniejszych. I co zrobił mój rycerz na białym koniu od siedmiu boleści? Ona jeszcze dobrze do autobusu nie weszła, a on już oferował jej postawienie walizki na jego miejscu gdzie stał. Myślałam że glebnę tam na całego... a nie czekajcie, prawie upadłam bo tak zdębiałam, że nie zauważyłam kiedy busem ruszył. I w ten także sposób zdobyłam pięknego siniaka na lewej nodze. Ech, serio panowie? Jeśli od tego ma zależeć moja przyszłość to ja się wolę przebijać łokciami niż zmieniać na jakąś "blondi laskę" (nie obrażając blondynek bo sama nią jestem~).
Jeszcze raz dałabym tutaj utwór: "Gdzie ci mężczyźni", ale już przy którymś poście go dawałam. 
Dlatego też dziś dla wszystkich panów by pamiętali, że babę zesłał Bóg, a ja wracam do nadrabiania zaległości. 3majcie kciuki XD





czwartek, 26 kwietnia 2012

Gdy Tradycja przyszła...

...pod drzewo pandy i zaczęła swoje przyśpiewy, panda spojrzała z zaciekawieniem na tego dziwnie ubranego osobnika. Z każdą minutą jej zainteresowanie rosła, aż w pewnej chwili zdała sobie sprawę, że słyszała już gdzieś podobne melodie. Po chwilę głębszego zastanowienie stanęła jej przed oczyma jej babcia, która śpiewa jej podobne piosenki gdy panda była jeszcze małą pandą. 
Właśnie wróciłam z praktyk, z etnograficznych badań terenowych, które moja uczelnia zafundowała mi w Żywcu i okolicach. Byłam już w tym miejscu w tamtym roku, z tym samym tematem (Polskie święta okresu jesiennego) i muszę się przyznać, że jechałam tam z powrotem z... no po prostu tak bardzo mi się nie chciało jak nigdy wcześniej. Totalnie nie czułam się na siłach, a moje chęci do zrobienie czegokolwiek wyjechały gdzieś i nawet nie raczyły poinformować gdzie. No, ale cóż, jak trza to trza. 
Spakowało się dziecko rano we wtorek i ruszyło z bagażem by zdąrzyć na pociąg do Katowic, gdzie mieliśmy przesiadkę, na 9.22. I ja czułam, normalnie... już od samego początku wszystko było przeciwko mnie. Oczywiście jak to bywa z Dzieckiem Upadku i Demolki, omal z całym tabołem nie wywaliłam się ze schodów jak wychodziłam z akademika- norma społeczna w moim przypadku. Oczywiście uciekł mi autobus... bo jakże by inaczej, wtedy gdy przychodzę na czas to on postanawia przyjechać wcześniej- norma obyczajowa w moim przypadku. No, ale to co się stało później... to był zły omen jak nic! Cóż takiego? zadzwoniła do mnie mama z zapytaniem czy wszystko spakowałam (wierzcie mi, tak ze mną trzeba, kiedyś zapomniałam wziąć walizki z rzeczami z pokoju~~) więc dziecko odeszła na bok by nie przeszkadzały jej w rozmowie przejeżdżające środki MPK. Gadu, gadu, skończona rozmowa, mira wyłacza telefon, chowa do kieszenie i zastyga w bezruchu: moja przypinka hide na ziemi o.O No odczepiła się z torby... z torby do której była PRZYSZYTA! I jak, gdzie co? *mira totalny dezorient* No i wtedy się zaczęło... Przyjechał autobus, zapchany tak że palca nie włożysz, ale jako że był on ostatnim jakim mogłam jechać to się wręcz wepchałam do niego. Dobra, ruszył. Nawet udało mi się skasować bilet. Na następnym przystanku kolejny zdziw, ale poztywny- okazało się, że spora część w autobusie to studenci polibudy, którzy wysiadali na następnym przystanku. Tak... w końcu miałam czym oddychać (czy ja wspominałam, że cierpię na ludzi-dotykową fobię?). No tak... ale okazało się, że była to specjalna zagrywka by odwrócić moją uwagę. Tak... kontrola biletów... a u nas to zazwyczaj oznacza zakłócenia w eterze. Oczywiście i tym razem nie było inaczej. Młody kanar sprawdzał bilety i oczywiście jak to na Polaków przystało, musiał znaleźć się ktoś kto uważa, że go przepisy nie obowiązują... i nie, tym razem nie był to młodzian, ale pan, ok. 45 lat, widać było że kasę to on ma (więc czemu sobie stary samochodu nie zafundujesz?). Skąd wiem, że na brak kasy nie narzekał? Jak ktoś się chwali w autobusie swoją wypasioną komórką i markowym zegarkiem to niech się nie dziwi, że inni uważają, że spokojnie można go okraść i się nie zawieść na łupach. Wracając do sytaucji w autobusie: oczywiście nasz Pan Kasiasty od płacenie mandatu chciał się wywinąć i... zwiać jak tylko otworzyły się drzwi na przystanku. I właśnie dzięki naszemu wzorowemu obywatelowi, który płaci podatki i stosuje się do zasad korzystania z komunikacji publicznej, staliśmy na nim dobre 10 minut gdyż jak się okazało, pan Konduktor nie chciał go puścić i zaczęli się szarpać w drzwiach pojazdu. Już nie mówię o tym, że ja tam stałam i mnie wywalili na czym omal nie ucierpiał mój laptop i gdyby nie pewna pani to bym wyrażnęła taką glebę, że nie byłoby ze mnie co zbierać, ale 10 MINUT! No co za fajdała jedna! Nie pomyślał że inni ludzie mogę się śpieszyć na pociąg skoro ten autobus jedzie na dworzec PKP? Już mi się słowa cisnęły pod adresem tego pana, ale na jego szczęście byłam tak przyciśnięta, że bałam się że gdy otowrzę buzię to zamedleję bo moje płuca tego nie wytzrymją. I w tym momencie cieszyłam się, że umówiłam się z Jackiem, że ta osoba, która pierwsza będzie na dworcu to kupuje bilety dla obojga. Niestety Zdrajcy MPK udało się uciec, ale miało to także swoje dobre strony- w końcu ruszyliśmy (już nie wspomnę o tym, że ludzie w sumie ochrzanili Konduktora, za to, że nie puścił od razu tego Nie-Będę-Kupował-Bieltu-Bo-Jestem-Nietykalny... myślenie ludzi mnie zadziwia, stoją po stronie tych co nie skasowali biletu, a później mają WTF na twarzy i narzekają gdy bilety drożeją... trochę brak tu logiki). Oczywiście na pociąg wpadłam w ostaniej minucie, przy okazji rozrywając sobie pasek od torby, ale po chwili szukania mogłam spokojnie usiąść na- teoretycznie -3 godziny w przedziale wraz z resztą ekipy z roku. Czemu teoretycznie? A nie zauważyliście napisu PKP? Jak to na twitterze napisała mi znajoma- Poczekaj Kiedyś Przyjedzie. No ja tam nie narzeka, lubię oglądać polskie widoki przez 1,5 godziny stojąc w szczerym polu w nagrzanym przedziale gdzie nie masz jak nogą ruszyć z powodu siedzącej tam grupy ludzi i ich bagaży, które zajmowały całą przstrzeń. To przecież jest takie wspaniałe~~ No ale marudzić nie będziemy. Plus tego wszystkiego jest taki, że dzięki naszej małej przysiadówce jechaliśmy, którymś z kolei pociagiem do Żywca i byliśmy na dworcu w Katowicach wsytaczająco długo bym mogła zakupić dla siebie moje ulubione kanapki (z takiej budki z kanapkami w tunelu na dworcu :D) oraz wodę do picie, których oczywiście nie miałam jak kupić przed wyjazdem (ach ten mój brak czasu~~). Wszystko ładnie, zgrabnie i powabnie, czekamy na peronie na pociąg (kit z tym, że zdąrzyłam już zrazić do siebie jedną koleżankę z roku, co jakoś mnie nie ruszyło- nie lubię ludzi uważających się za hide wie co), a tu 3 minuty przed planowym odjazdem z megafonu, że pociąg dziś wyjątkowo przestawi się na peron 1 (notabene na drugim końcu dworca)... no i zaczął się owczy pęd~~ Jak ja nie lubię biegać~~ Po tym wyścigu udało się nam zająć jakieś tam miejsce w tej sardynce i ruszyliśmy- w końcu. Teraz już tylko 2 godziny i w końcu Żywiec. 
Jak się okazało, góry przyjęły tylko mnie, a mojego pecha nie wpuściły w swoje progi bo jak przekroczyłam tą bramę:


to zaczęła się moje niezwykła bajka. 
Tak jak w tamtym roku ruszyliśmy zaraz na przystanek autobusowy, wsiedliśmy w odpowiedni autobus (bilety podrożały w Żywcu!) i dojechaliśmy prawie pod sam internat :D I tu była przykra dla mnie niespodzianka, a mianowicie zamknęli na czas remontu sklep Społem, do którego się zawsze w tamtym roku chodziło po zakupy gdy się wracało z "wywiadowczych wycieczek"~~ W sumie to zostało mi to zrekompensowane tego samego dnia, gdy Martyna pokazała mi gdzie zaraz obok nas jest biedronka, ale proszę dajcie mi na chwilę się posmucić z powodu sklepu Społem *chwilę później* No to na czym to ja skończyłam? A! Już pamiętam :D Zameldowałyśmy się u naszego profesorka, dowiedziałyśmy się że w tym roku nie będzie dla nas diety (i tekst: "Może w tym roku pojeździlibyście na trochę dalsze tereny"- to ja się pytam: Za co?... ech... ten uniwerek mnie czasem przeraża~~). I tak gadu, gadu, srutu tutu i w końcu w swoim pokoju razem z Anią i Martyną, z którymi wcześniej nie pomyślałabym, że tak dobrze będę sie dogadywać. Ale jak się okazuje, Żywieszczyzna ma coś w sobie co dodaje sił by robić coś dalej. Co takiego? Ano na to zapraszam na drugą część tej opowieści, bo na razie to jest tutaj 17 kwietnia 2012, późno w nocy i właśnie idę spać, by następnego dnia obudzić się w jakby innym świecie :D 

cdn...


czwartek, 12 kwietnia 2012

O niemocy słów kilka...

...chciała powiedzieć panda, ale jak zwykle zaniemogła na gałęzi.

Czyli nie ma to jak wymówki. Zwalanie wszystkiego na coś.
No bo przecież to nie moja wina, to przez to co się dzieje...
Oj, nie dzieje się za dobrze więc nie mogę tego zrobić, tak, to jest dobra wymówka.
O! Mam wymówkę tak więc wszystko mi się wybaczy.
Uważajcie tylko by się na tym nie sparzyć. Polegając za bardzo na wymówkach o niemocy staje się człowiek słaby. Takie jest moje zdanie. Gdyż przypadkiem nie powinno być tak, że jak ma się problem, gdy czujemy to niemoc to jeszcze bardziej powinniśmy się starać by ją zwalczyć, by się podnieść i iść dalej? Tak wiem, już mi ktoś kiedyś powiedział, że gadam głupoty, ale co mnie tam. Właśnie przez tego bloga staram się przełamać swoją niemoc  w pisaniu, ten swój zastój w słownym podróżach, które kiedyś tak często odbywałam. Wiem, że mi to nie wychodzi za dobrze, ale się nie poddaję i staram się przełamać. Ponieważ chcę wrócić do dawnej lekkości odnajdywania słów. No tak... chęci... brak ich czasem? Pewnie jak każdemu. Ale ja dziwne dziecko- lubię się bić ze swoimi ograniczeniami.
To tak na dzisiaj... by każdy z Was spróbował się jednak przełamać i walczył mimo wszystko. Bo skoro ja jestem w stanie to wierzcie mi- Wy także... i mówi to Wam największa leniwa panda na tym drzewie :P

Nie wiem jak Was, ale ona mnie motywuje mimo wszystko:

piątek, 6 kwietnia 2012

W poszukiwaniu polskich

...słów, dziwnych azjatyckich utworów przywiało pandę na stronę z tłumaczeniami. Usiadła więc panda wygodnie na swojej gałęzi, oparła plecy o korę, laptopa położyła na kolanach i zaczęła serwować. Ach, jakie to miłe uczucie móc poserfować i przy okazji nie pomoczyć futerka :D  I tak nagle wpadł do tej pandowskiej główki pomysł by sprawdzić jak inni przetłumaczyli coś co ona także przetłumaczyła. Zaczęła więc od swojego ulubionego zespołu i po przeczytaniu kilku linijek... spadła z drzewa...


Czyli dziękuję wszystkim tym, którzy potrafią czytać. No serio ludzie? Jak już coś gdzieś umieszczacie to chociaż pod prawdziwym nickiem autora, a nie pod swoim... notka chociaż, że to nie jest wasze? Nie? Za trudne jest napisanie notki? No to ja przepraszam że wymagam od was niemożliwego... ech <wdech i wydech> Dobra już się uspokoiłam. O poszanowaniu czyjejś pracy będzie później, dziś z tej okazji, że się zbliżają święta (czyli darmowe jedzenie ^^) i krewni dla których musisz być miła ^^( i dlatego w sumie mam od mamy zakaz odzywania się przy stole XD ) to swoimi narzekaniami nie będę Was męczyć tylko informacją o nowej gałęzi na moim drzewie :D Tak, z moimi tłumaczeniami utworów azjatyckich :D Czemu to robię? Ponieważ chcę :P Ponieważ trzeba się dzielić pasją... ponieważ mam nadzieję, że drugim razem jak ktoś gdzieś będzie chciał umieścić moje tłumaczenie to mnie zapyta bo ja się serio zawsze zgadzam, ale po prostu chcę wiedzieć gdzie one lądują~~ I jeszcze jedno. Jeden z komentarzy pod jednym z moich filmików zawierał pytanie- O czym jest ten utwór bo ja nie rozumiem. To ja odpowiem tak: Jeśli chcesz wiedzieć o czym jest utwór to zapytaj autora bo tylko on jest ci w stanie na to odpowiedzieć. Ja jedynie mogę ci napisać o czym dla mnie jest ta piosenka ponieważ każdy człowiek patrzy na różne rzeczy w pewien sposób inaczej. Oczywiście większość naszych wyobrażeń jest kreowana przez ogół społeczeństwa w którym żyjemy, ale to na co Ty zwracasz większą uwagę jest już twoim indywidualnym sposobem patrzenia. Dlatego moje interpretacje utwór też będą :P Tak jakoś mnie naszło by się mimo wszystko z Wami tym podzielić. Poza tym chętnie poznam Wasze opinie :D 
No cóż, a nie mówiłam że dziś nie będzie narzekania ani obsmarowywanie innych :P 

Dlatego też: Najlepszego spędzania czasu świątecznego Wam życzę :D


A skoro to jest jajkowe święto to teledysk z jajkiem na poprawę humoru :P