Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kop motywujący. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kop motywujący. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

I tak Panda w końcu starła ostatni kurz...

...ze swojej nowej gałęzi i usadowiła się wygodnie. Wyciągając się jak to tylko możliwe nawet nie zauważyła, że minęło już zbyt dużo czasu by cokolwiek zmienić. 


W końcu udało mi się jakoś ogarnąć w moim nowym mieszkaniu we Wrocławiu ^^ A trochę się u mnie pozmieniało. Z najważniejszych rzeczy; zaczęłam koreanistykę, znalazłam spokój. I chociaż nadal szukam swojej drogi - czasem wydaje mi się, że błądzę jak ślepiec, któremu zabrano laskę - to znalazłam spokój. Już tłumaczę. Mój przyjaciel zawsze mówił, że w zagłuszeniu można znaleźć spokój, dzięki któremu nic nas nie złamie. I ja takie coś znalazłam. Mam nadzieję, że i Wam się uda ;)
Dziś jednak mamy już 2014 rok, kilka dni temu większość z nas świętowała zakończenie roku 2013 (z tego co wiem, znajdzie się kilku, którzy to przespali :p ). Zawsze miałam pewną tradycję z przyjaciółmi - no dobra, jedną z wielu, ale o tym ci~~ XD - że kończący się rok podsumowaliśmy jednym wyrazem, frazą, piosenką czy filmem. Ja swój rok 2013 opiszę jednym słowem: ILUZJA. I dziękuję tym, którzy mnie z niej wyrwali, a jednocześnie doprowadzili do tego, że zaczynam budować swoją własną. 
A dla tych co potrzebują kopa jedna z piosenek z mojej listy: porządny kop:

 

A dla tych co chcą mnie ściągnąć w dół mam złą wiadomość- wszystko jest iluzją...


piątek, 28 czerwca 2013

Gdy ostatnia torba...

...została zrzucona z drzewa, Panda jeszcze raz spojrzała na swoje drzewo i poczuła, że wszystko jednak się kiedyś kończy by coś innego mogło się zacząć. Zakręciła się zwierzakowi mała łezka w oku, ale cóż mogła poradzić, trzeba po prostu schwytać wiatr w żagle i znaleźć kolejne drzewo na tej ścieżce życia...

Właśnie staram się skończyć pakowanie. Cały rok mojego funkcjonowania we Wrocławiu w kilku torbach. Tak jakoś dziwne. I chociaż ta sytuacja powtarza się od 5 lat co roku, to dziś jest inaczej ponieważ wiem, że już nie wrócę do tego akademika, który przez te wszystkie lata na studiach robił mi za dom. Jutro nie będzie:
- Do widzenia pokoju, widzimy się w październiku.
Jutro będzie:
- Żegnaj. Miło było łączyć z tobą te wszystkie chwile. 
Powrót do domu i czas na zastanowienie się co dalej. Jeden kierunek skończony, drugi można kontynuować na magisterskich, ale czy mi się chce. Lubię moje studia, ale w tym momencie mam przesyt. Ech, chyba się starzeję~ Albo jest to skutek uboczny pisania pracy licencjackiej i magisterskiej... W sumie to też jakaś myśl ^^
Zresztą patrząc na perspektywy u nas w kraju to... trzeba będzie się mocno postarać. No, ale ja zdolna Panda jestem i dam sobie radę. Poza tym mam dowód na to, że powinnam złapać te moje przyszłe dni :D Yae poleciła mi pewną dramę z panem Kimurą *chwila dla oszalałego fangirlsa* no i przy linkach z mediafire dostałam do napisania to:

Ja tam jestem dziecko, które zwraca uwagę na takie przypadki więc nie pozostaje mi nic innego jak skoczyć się pakować, wrócić do domu, pójść na swoją łąkę i pomyśleć, tak po prostu XD Trzymajcie kciuki bym dobrze zaczęła ten nowy, kolejny etap w moim życiu... Tak, tak, trzeba wybrać jakieś nowe drzewo do obserwacji ^^

Chcę żyć własnym życiem~~



środa, 13 lutego 2013

I spadło z wielkim...

...hukiem z drzewa. Panda otrzepała się z kurzu i spojrzała na załamaną gałąź. 
Tak, wiedziałam by nie odkładać wszystkiego na później - pomyślałam i wdrapała się na swój domek. 
Spojrzała jeszcze raz na złamaną gałąź z zaległościami i westchnęła tylko. Chyba czas się kopnąć do roboty~ 


Odkładanie rzeczy na później powinno być karane grzywną! Przynajmniej w moim wypadku. Moja systematyczność uciekła wraz z liceum. Od kilku lat staram się ją jakoś złapać znowu, ale... sprytne to takie i ciągle mi ucieka. Oczywiście czasem skradnie się na chwilę na obiad i jakoś udaje mi się część zaległości nadrobić, ale coś ostatnio chyba kiepsko gotuję bo coraz rzadziej się to zdarza. A tyle się wydarzyło w pandowym życiu~~ Czeka mnie przecież druga część moich żywieckich przygód do napisania i mój wyjazd do Zakopanego oraz praktyki pod Opolem koło elektrowni atomowej, a także konwentu Baka we Wrocku gdzie organizacja... przemilczę to na razie. Nie wspomnę już o kilku spostrzeżeniach, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Chociaż w sumie... skoro już i tak piszę :P 
Zauważyłam, że przy panach (no nie przy wszystkich, ale przy sporej ich części) lepiej być ładną. No wiem, że spostrzeżenie nie jest jakieś odkrywcze, ale ostatnio doświadczyłam jego skutków w postaci siniaka na nodze. Już tłumaczę.
W poprzedni weekend postanowiłam pojechać do domu. A wierzcie mi, że w moim przypadku to jest wyjątkowe postanowienie bo ja się tam pojawiam raz na miesiąc (za dużo mam na głowie, zdecydowanie~). Spakowałam się więc ładnie co poskutkowało tachaniem torby z ciuchami, ogromnego plecaka z książkami, torbą na damskie banialuki i futerał z laptopem. I tak opatulona rzeczami, które dziecko musiało zawieźć do domu gdyż przeprowadziło się w akademiku z 7 piętra na 3 (musiałam opuścić swój cudny pokój przez trzy nieogarnięte dziewuchy z 1 roku~ jeśli taka jest przyszłość naszego narodu to radzę coś z tym zrobić, serio) ruszyłam na przystanek, skąd autobus nr 145 miał mnie zawieźć w kierunku pomarańczowego (lub Shinhwowego jak kto woli) dworca głównego. Nie wiem jak jest u innych, ale u nas jest w autobusach kilka takich wnęk gdzie można postawić bagaż by nie przeszkadzał innym przechodzącym. Na moje nieszczęście właśnie w tym miejscu stał pewien pan... no dobra chłopak gdzieś tak w moim wieku, może młodszy. Ja z tymi tabołami, a on tylko spojrzał, odwrócił wzrok i nic, żadnej reakcji. Co jak co, ja się szybko nie poddaję. Podchodzę bliżej by zobaczył co ja tacham (głupia jeszcze miałam nadzieję, że po prostu nie zauważył), ale on nic. Ja jestem niewinne i nieśmiałe dziecko, nie narzucam się ludziom. Ległam więc z rzeczami gdzieś w przejściu obok (w którym to co chwilę musiałam przestawiać torbę bo ludziom przeszkadzała). I wtedy to się stało. Na następnym przystanku wsiadła ona- blondynka z długimi po szyję nogami notabene w kozakach na takim obcasie, że ja bym już się dawno w nich zabiła (no dobra, przyznaję się, ja bym się zabiła w prawie każdym obcasie.. ale się kiedyś nauczę w nich chodzić, zobaczycie!) i taką małą walizeczką na kółkach. To nawet nie była średnia walizka, taka z tych mniejszych. I co zrobił mój rycerz na białym koniu od siedmiu boleści? Ona jeszcze dobrze do autobusu nie weszła, a on już oferował jej postawienie walizki na jego miejscu gdzie stał. Myślałam że glebnę tam na całego... a nie czekajcie, prawie upadłam bo tak zdębiałam, że nie zauważyłam kiedy busem ruszył. I w ten także sposób zdobyłam pięknego siniaka na lewej nodze. Ech, serio panowie? Jeśli od tego ma zależeć moja przyszłość to ja się wolę przebijać łokciami niż zmieniać na jakąś "blondi laskę" (nie obrażając blondynek bo sama nią jestem~).
Jeszcze raz dałabym tutaj utwór: "Gdzie ci mężczyźni", ale już przy którymś poście go dawałam. 
Dlatego też dziś dla wszystkich panów by pamiętali, że babę zesłał Bóg, a ja wracam do nadrabiania zaległości. 3majcie kciuki XD